O AUTORZE - CZYLI KILKA SŁÓW O MNIE
(aktualizacja 2003-10-13)

No i cóż ja mam tu napisać?

Jestem w miarę normalnym człowiekiem (chociaż zdjęcie może mówić coś zupełnie innego) z bardzo dobrego rocznika 71. We wczesnych latach najpierw interesowałem się różnymi bzdurami typu piaskownica i foremki. Dopiero w wieku lat 8 odkryłem rower. Pierwszy własny miałem dostać na tzw. komunię, ale to były takie czasy, że nie wyszło. Musiałem odczekać jeszcze rok. I zaczęło się! Dostałem składaka Wigry 5. Szalałem na nim dobre 6 lat i miałem kilka osiągnięć w zawodach międzypodwórkowych. Potem tata kupił mi używanego Orkana. Po składaku różnica była kolosalna. Ach te szybkości... łza się w oku kręci. Nawet sobie do niego kupiłem licznik mechaniczny made in DDR - model z napędem na linkę - jak w motorowerze.
Po dwóch latach tak mi się to spodobało, że zapisałem się do klubu kolarskiego. Jednak zrobiłem to przynajmniej o dwa lata za późno. I w związku z tym różnica w poziomie między mną a rówieśnikami którzy trenowali wcześniej była zbyt duża. I pozostało mi tylko ponownie jeżdżenie dla własnej przyjemności. Jednak w tak zwanym międzyczasie powstał w kraju tzw. "cyklosport" czyli seria zawodów dla ludzi niezrzeszonych w różnym wieku. No i zacząłem się bawić w kolarstwo bardziej amatorskie. W międzyczasie się uczyłem i zajmowałem beztroskim życiem więc miałem dużo czasu dla roweru.

Z większymi i mniejszymi przerwami jeździłem następne 5 lat. A ostatnio niestety już nie jeżdżę ze względu na brak czasu związany z pracą i rodziną. Ostatnio co prawda "wzięło" mnie chyba trochę bo pojechałem kilka razy na treningi szosowe na pożyczonym rowerze, jednak coraz bardziej ciągnie mnie do rowerów poziomych. 

Budowaniem "poziomów" zająłem się tak na poważnie od początku roku 2000 (dokładnie gdzieś od marca). Wcześniejszych dokonań nie traktuje poważnie bo tak ich nie można ich traktować. Najpierw było dużo dyskusji w gronie znajomych na ten temat, drążenie tematu i poszukiwanie optymalnych rozwiązań technicznych. Potem przyszedł czas na zabranie się za robotę i wtedy na placu boju pozostałem sam.