O CO TU CHODZI? - CZYLI TROCHĘ TEORII
(aktualizacja 2002 - 04 - 22)

Nikt normalny za fizyką nie przepada, jednak ten fragment powstał dla dociekliwych.

(gwoli wyjaśnienia - są tu informacje czysto ogólne mające wyjaśnić o co w tym wszystkim
chodzi bez zbędnej naukowej paplaniny gdyż tego bardzo nie lubię)

Rowery trójkołowe jako takie mają ze względu na swą konstrukcję dość mocno utrudnione
pokonywanie zakrętów. Chodzi tu głównie o siły jakie działają na koła w czasie skrętu.
Są one tak duże, że w skrajnych przypadkach mogą spowodować uszkodzenie koła (zgięcie
obręczy).

Nie wiem czy wszystko jest zrozumiałe:

G - czyli po prostu grawitacja,

O - siła odśrodkowa,

S - siła wypadkowa jaką przenosi koło

P - siła zginająca kół

 

Konstruktorzy rowerów próbują przeskoczyć ten problem stosując ukośne ustawienie kół.
W pewnym stopniu zmniejsza to siły działające na koło, (koło wewnętrzne można pominąć
gdyż jest ono w trakcie zakrętu odciążone) jednak na dłuższą metę też nie zdaje to
egzaminu ze względu na nieliniowe przenoszenie sił przez łożyska w czasie jazdy na wprost
co powoduje ich przyspieszone zużycie. Oczywiście można zastosować specjalne łożyska
zdolne do przenoszenia obciążeń ukośnych, jednak wymaga to już dużo kombinacji związanych
z przebudową piast.

Optymalnym rozwiązaniem jest pochylenie wszystkich kół dające minimalizację sił
działających na koła. Realizowane jest to dwuwariantowo. W pierwszym (prostszym)
wariancie przez wychylenie osi obrotu zwrotnicy koła od pionu w kierunku przeciwnym
do kierunku jazdy. Wtedy w czasie zakrętu koła "kładą się" w kierunku zakrętu
jak w samochodzie.

To ułatwia pracę kół ale tylko tych skręcanych, koło napędzane pozostaje dalej w pionie.
Logicznie byłoby, gdyby wszystkie koła wychylały się w stronę zakrętu jak na rysunku poniżej.

A tak to ma mniej więcej wyglądać patrząc z przodu (lub tyłu) na zakrętach: