WRAŻENIA Z JAZDY
(aktualizacja 2003 - 11 - 07)

Pierwsza jazda odbyła się 30 marca 2001 późnym wieczorem. W wytaszczeniu roweru roweru pomagał mi teść gdyż to bydlę jest naprawdę ciężkie. Rower już na powietrzu, ja cały zdenerwowany. Ręce mi się trzęsą - pojedzie czy nie? Siadam, kładę pierwszy raz nogi na pedały. RUSZAM!!! I po chwili gramolę się spomiędzy konstrukcji - za mocno się pochyliłem na zakręcie i nie byłem w stanie skontrować wychylenia dźwignią. Ruszam jeszcze raz - powoli, ale bardzo się chwieję. Teść trzyma mnie za fotelik jak małe dziecko. Ale kino!!!  Nic to - mówię sobie i naciskam mocno na pedały. Nabieram prędkości i jakby rower stał się stabilniejszy. Dobra dobra - stabilniejszy a tu mi się droga kończy. Zwalniam i łagodnie zawracam. Uff... udało się. I tak jeszcze kilka razy tego wieczoru.

Po pierwszej jeździe przerobiłem trochę układ sterowania pochyłem. teraz jest bardziej czuły, chociaż i tak mam mu wiele do zarzucenia. Ale następna jazda wypadła już dużo lepiej. Potem była prezentacja efektu mojego kilkumiesięcznego siedzenia w piwnicy przed całą rodziną. Fajnie było.

Po prezentacji zaczęła się intensywna eksploatacja roweru i uczenie się jego fanaberii. Ogólnie jestem zadowolony (jak bardzo to widać poniżej) jednak kilka elementów musze poprawić. Dotyczy to głównie przekładni sterującej pochyłem. Albo wykonam ją jeszcze raz, albo zmienię konstrukcję ramy i przekładnia będzie innego typu. Czas pokaże.

Po pierwszej jeździe trzeba było naciągnąć jeszcze raz fotelik. Po mniej więcej 350 km drobnej korekty wymagały koła przednie - poluzowały się nieco szprychy.

Poza tym nic na razie się więcej nie wydarzyło co mogłoby rzucić jakiś cień na pozytywne spojrzenie na całą konstrukcję. Więc chyba powstanie wariant B.

Jeśli chodzi o komfort podróżowania to jest nieźle. Fotelik spełnia swoje zadanie całkiem dobrze. Narzekam jedynie na to, że ze względu na słabą wentylację bardzo się pocę na plecach. Ale po konsultacjach z innymi posiadaczami rowerów poziomych uspokajam się - wszyscy mają ten problem.

Maksymalnie w ciągu jednego dnia pokonałem około 80 km. Nie mam czasu na więcej. 

Co do szybkości to średnio 25 - 30 km/h. Maksymalnie jechałem coś ponad 50 po płaskim,i około 65 km/h z górki (ale była krótka - pewnie pojechałby więcej).

Zawieszenie pracuje bez zarzutu. Przydałoby się tylko tłumienie powrotne w amortyzatorach ale czego ja wymagam - w końcu kosztowały po 35 zł. Zalety zawieszenia mogłem docenić w czasie długiego szybkiego zjazdu z góry. Droga była trochę pofalowana, ja jechałem ok 40 km/h i wyskakując zza kolejnej fałdy nie miałem czasu na jakąkolwiek reakcję. A tam był fragment drogi (to w ogóle była droga?) bez nawierzchni, po prostu ubity drobny tłuczeń z piaskiem. Twardy, ale wyjeżdżony przez auta. Pełno było małych dziur i muld. 
Wpadłem na ten teren i ...... pojechałem dalej. Przyjemnie było patrzeć jak koła podskakiwały na dziurach a na drążki kierownicze i resztę roweru nie przenosiły się praktycznie żadne 
szarpnięcia. To był szok. Pozytywny.

Wykonałem jeszcze korektę w układzie przeniesienia napędu. Obniżyłem trochę przełożenia co odbiło się pozytywnie na komforcie jazdy - można w końcu korzystać z całego tylnego trybu. Wcześniej aby kręcić na najwyższym przełożeniu należało jechać np z Gubałówki. 

Obecnie przejechane jest ok. 600km i przybywa szybko.

Lubię na nim jeździć. Fajne są też reakcje kierowców i pieszych. Kierowcy PRZEPUSZCZAJĄ MNIE NA SKRZYŻOWANIACH. Wcześniej na zwykłym rowerze chcieli mnie zawsze przejechać. A od strony pieszych słyszałem już nawet taki komentarz: O! Inwalida!.    Hehehehe.

A radość z jazdy jest taka: (zdjęcia z kwietnia 2001)

 

No i czas by napisać coś więcej pod koniec wakacji:

Nadal bezawaryjnie i praktycznie bez zmian.  Główny problem to przekładnia sterująca pochyłem. Jest do.... wymiany! Myślę, ze uda mi się dopaść kogoś z frezarką obwiedniową, aby wykonać nowe zębatki do przekładni - tym razem z zębami skośnymi.

No i zrobiłem "sobie dobrze" wymieniając zębatkę w przekładni pośredniej na większą. Przełożenia 
są faktycznie dobre tylko zębatka niestety nie. Jest wytarta i w miarę nabijania kilometrów ulega 
dalszej degradacji w błyskawicznym tempie. Ale w przyszłym sezonie jej nie będzie w ogóle. Koniec 
kropka!

Przebieg ok. 1200 km uznaję za w miarę duży by uznać, że konstrukcja jest warta dalszej pracy nad
jej doskonaleniem.

Sezon 2001 zamknąłem przebiegiem około  1500 km co uważam jest wynikiem niezłym. Rower poszedł
do generalnego przeglądu i przeróbki. 

 


TRIXO 1.1

 

Skala przeróbek nie była może zbyt duża w porónaniu do pierwowozoru, ale wpłynęły one bardzo pozytywnie na całość konstrukcji.

Najważniejszą rzeczą było skrócenie roweru i rezygnacja z zębatki pośredniej pod fotelikiem. Rozstaw osi zmniejszył się o 14 cm co odbiło się znacznie na zwrotności roweru. Co prawda promień skretu i tak jest spory, jednak taka poprawa jest odczuwalna.

Rezygnacja z zębatki pośredniej umożliwiła niższe osadzenie fotelika co z kolei obnizyło środek ciężkości. Zakręty można było pokonywać jeszcze szybciej i pewniej.

No i rzecz która mnie najbardziej męczyła w pierwszym Trixo - przekładnia sterująca pochyłem. Wykonałem kawał dobrej roboty i po chyba 3 miesiącach kombinowania z różnymi rodzajami jej rozwiązania zdecydowałem się na wariant z elementem pośrednim i popychaczem-cięgłem wykonanym z przegubów wykorzystanych wcześniej w zawieszeniu. Całość działa bardzo sprawnie i bez specjalnych luzów. Poprawiłem tez układ łożyskowania dźwigni sterujących - wyglądają w nowej wersji duzo ładniej.

Po przeróbkach przejechałem na Trixo dalsze 1700 km. Nie pojawiły się żadne niepokojące sygnały mogące świadczyć o zużywaniu się któregokolwiek elementu. Obecnie rower jeździ pod nowym właścicielem - jeśli uda mi się z nim skontaktować opiszę jego wrażenia z dalszej eksploatacji Trixo.